Rozstrzygnięcie konkursu „Wznieś się z nami ponad ziemię”.

Z radością donosimy, iż na nasz konkurs pod hasłem: „Wznieś się z nami ponad ziemię” napłynęło kilkanaście prac. Dziękujemy serdecznie za wszystkie historie, którymi się z nami podzieliliście. Czytając je, niejednokrotnie wzruszaliśmy się bardzo.

Informujemy, że zwyciężczynią konkursu została P. Joanna Koralewska, która w nagrodę wybierze się z nami oraz wybraną przez siebie osobą towarzyszącą na wycieczkę do Wrocławia i Warszawy.

Ponadto postanowiliśmy wyróżnić P. Magdalenę Żywinę, która jako jedyna przysłała nam swoją historię w języku migowym. Pani Magdalena również otrzymuje od nas zaproszenie (dla 1 osoby) na wycieczkę.

Poniżej prezentujemy zwycięskie prace.

Joanna Koralewska

Pierwsze kontakty z Instytutem Edukacji i Rozwoju ALFA PRIM datuję gdzieś na 2009 lub 2010 rok.
Od urodzenia miałam poważne problemy ze wzrokiem, a od około 20 lat jestem osobą całkowicie niewidomą. Mój mąż również całkowicie od kilkudziesięciu lat nie widzi.

Od 90-tych lat, aż do początku dwudziestego pierwszego wieku miałam kontakty z Polskim Związkiem Niewidomych (PZN). Niestety, poza jako takim zapoznaniem się na ich kursach z wiedzą o piśmie Braile’a, jak również poznaniu przydatności białej laski dla osoby niewidomej, niewiele więcej się nauczyłam. Kursy te były prowadzone w grupach i przez widzących wykładowców. Wśród uczestników tych kursów mało kiedy spotykałam drugą osobę zupełnie niewidomą. Przez to nieraz dochodziło do zabawnych paradoksów i nierzadko miałam większą czerń przed oczami niż wcześniej. Otóż, wykładowca mówił przykładowo: „w lewym górnym rogu monitora ukazuje się zielona lub żółta ikona”. W tym momencie myślałam sobie: „chcą mnie nawrócić na prawosławie”. Następnie było: „naciśnij na kursor po lewej lub prawej stronie” – jakieś tam przyciski kazali naciskać. No dobrze, próbowałam… Nie mam nic przeciwko ich wiedzy czy zdolnościom szkoleniowców obsługi komputera, bo jak zauważyłam instruktorzy biegle to robili. Jednak kiedy poprosiłam o pomoc oświadczali: „no wiesz… ja nie wiem jak to się robi po niewidomemu. Musisz próbować i kombinować sama”.
Aż wreszcie Towarzystwo Pomocy Głuchoniewidomym (TPG) ze swojego programu zaproponowało mi kurs komputerowy – nauczanie indywidualne.

Nadszedł dzień szkolenia. Do pokoju wchodzi facet niewidomy i prawie głuchy – szok! Szok, ponieważ niewidzenie przyjęłam jako część swojej urody, ale prawie głuchy instruktor? Głuchoty dopiero uczę się na swoim mężu, ponieważ kiedy chcę, żeby coś zrobił, on trzy razy pyta, bo ma poważny niedosłuch.
Na pierwszej lekcji kursu wykładowca Pan Wostal Krzysztof objaśnił mi wprawdzie pokrótce, ale bardzo obrazowo i przekonywająco przydatność obsługi komputera i płynące korzyści z tego faktu dla mnie. Wszedł do Internetu, odczytał mi rozkład jazdy PKP, następnie odczytał mi rozkład PKS, wszedł także na stronę Śląskiej Jednostki TPG, gdzie usłyszałam wszystkie aktualności dotyczące tej organizacji. Pan Krzysztof powiedział mi także, że z biegiem czasu i nabierania umiejętności w obsłudze tego urządzenia będę mogła zasięgać, jak również sama przekazywać niezliczoną ilość informacji – i to na każdy praktycznie temat, gdyż wachlarz możliwości tych urządzeń jest niemalże nieograniczony. „To jest nasze prawdziwe okno na świat. Usamodzielnia nas w stopniu znacznym, kształci nas i rozwija. Z umiejętności obsługi tego sprzętu płyną same korzyści” – tym mnie przekonał.

No i zaczyna się praktyczna strona tych zajęć. Zaczynam właściwie od zera – podłączenie komputera do sieci elektrycznej, uruchomienie a następnie powolne zapoznawanie się z klawiaturą komputerową. Na kolanach trzymam ręcznik-nie dość, że ręce drżą mi, to jeszcze w dodatku nadmiernie się pocą. Instruktor Pan Wostal widzi mój ogromny stres, łagodzi to żartem, dobrotliwym uśmiechem i spokojnymi pouczeniami.
Do każdych następnych zajęć podchodzę już spokojniej, śmielej z większym zadowoleniem i zrozumieniem tego co robię. Czynię postępy – widzę, że instruktor jest zadowolony z tego, ale co i raz podsuwa mi nowe zadania, nowe wyzwania i wyciska ze mnie nowe poty. Jednak czyni to tak, że wpływa to na mnie mobilizująco. Po skończonych zajęciach, każdą wolną chwilę poświęcam na tłuczeniu w klawiaturę i maltretowaniu komputera. Jeżeli czegoś zapomniałam lub pomyliłam kolejność czynności, albo kiedy komputer odmawia mi posłuszeństwa, uciekam się do nagranych przez Pana Wostala pomocy na odtwarzaczu MP3.
Zdarza się i tak, że te wszystkie zabiegi nie przynoszą oczekiwanych przeze mnie rezultatów. Wówczas dzwonię bezpośrednio do Pana Instruktora, który z cierpliwością wyjaśnia mi co w danej chwili mam robić. W międzyczasie Pan Wostal szkoli mnie w zakresu obsługi telefonu, to jest komórki mówiącej.

Po zaliczeniu dwóch kursów zakresu obsługi tych urządzeń, uznano, iż jestem zaawansowaną operatorką tego sprzętu. Ludzie widzący, patrzący na moją pracę – czy to na komputerze, czy na komórce, podziwiają jak moje palce biegają po klawiaturze, mówiąc: „jej palce biegają jak u pianistki”.

Jednak nie tylko na tym kończy się działalność ALFA PRIM w moim życiu. Muszę cofnąć się wstecz gdzieś do roku 2010 lub 2011. Od tego bowiem czasu miej więcej datuje się nasze, to znaczy moje i męża uczestnictwo w życiu Śląskiej Jednostki TPG.
Stamtąd też skierowano do pracy ze mną trenerkę pracy – Panią Agnieszkę Majnusz, która jest też wolontariuszką tamtejszej Jednostki TPG oraz pracownicą ALFA PRIM.
W ramach tego projektu przyjeżdżała do naszego miejsca zamieszkania jak i często spotykaliśmy się na spotkaniach klubowych TPG w Jednostce Śląskiej.
Kiedy przyjeżdżamy do Bytomia, a mieszkamy w Opolu, zazwyczaj Pani Agnieszka razem ze swoją koleżanką, również wolontariuszką TPG i pracownicą ALFA PRIM, odbierają nas z pociągu i pomagają w dotarciu na salę spotkań. Również i w odjazdach służą nam swoją pomocą. Tak przyjazdy nasze jak i odjazdy to nie znowu taka prosta sprawa. Sala Śląskiej Jednostki TPG mieści się obecnie w Bytomiu, a my przyjeżdżamy albo do Zabrza, albo do Katowic. I stamtąd też odjeżdżamy. A jednak poświęcają nam swój czas. Za co jesteśmy ogromnie, ogromnie serdecznie im wdzięczni!

Jednak nie o tym teraz chciałam mówić. Otóż Pani Małgosia jest osobą niesłyszącą. Rzeczą oczywistą zdaje się być fakt, iż korzystam z uprzejmości i pomocy Pani Agnieszki a mężowi pomaga Pani Małgosia. Obserwowanie naszej czwórki pewnie wygląda dość dziwnie. My z Panią Agnieszką idziemy przodem rozmawiamy na przeróżne tematy, natomiast mąż z Panią Małgosią idą za nami w milczeniu. Pragnę nadmienić, iż Pani Agnieszka jest młodą, miłą i często śmiejącą się w głos dziewczyną. To też nic dziwnego, że na jakimkolwiek dłuższym przystanku naszych spacerów, mąż mój zasypuje Panią Agnieszkę pytaniami i prośbami, aby skomunikowała go z Panią Małgosią i odwrotnie. Zawsze robiła to z uśmiechem i życzliwością aż w pewnym momencie powiedziała: „dość! Czesław jest projekt – mówi do męża – a w nim nauka języka migowego i nauka alfabetu Lorma. Podejmij naukę języka migowego a wówczas bez problemu będziecie się porozumiewali nawzajem”.

Chcąc – nie chcąc musiał podjąć tą naukę a ja wraz z nim. Okazało się, że obie te Panie są tłumaczkami języka migowego w ALFA PRIM. I obie te Panie będą prowadziły z nami ten kurs. Okazało się również, że daktylografię opanowaliśmy oboje dość szybko. Zapoznaliśmy się także z kilkunastoma znakami języka migowego.
Teraz będziemy czynili starania, a żeby firma Alfa Prim przyjęła nas na kurs alfabetu Lorma. W międzyczasie pobieraliśmy i cały czas pobieramy naukę orientacji przestrzennej, co nam oczywiście bardzo ułatwia życie.

Cenimy sobie bardzo działalność firmy Instytut Edukacji i Rozwoju ALFA PRIM. Toteż pragnęlibyśmy za ich pośrednictwem pobierać nauki i uczestniczyć w kolejnych kursach i szkoleniach.

Ostatnio braliśmy udział w kręceniu filmu w siedzibie firmy Alfa Prim i przyległym jej parku. Ciekawe to były dla nas przeżycia. Wiele nowych rzeczy mogliśmy poznać i doświadczyć – łącznie z możliwością obrajlowania helikoptera z kamerą.
Ale to już temat na inny artykuł, na inną opowieść…

Oczywiście niezapomniane są ciepłe, serdeczne rozmowy z całym personelem ALFA PRIM. Jednym słowem było miło, serdecznie i przyjemnie. Dziękujemy za wspaniałą pomoc, jaką od was otrzymaliśmy – Tobie Panie Szefie, jak i całemu personelowi serdeczne, serdeczne dzięki!

Ale prosimy o jeszcze.:)

Zastanawiałam się razem z mężem dlaczego właśnie zależy nam na kontaktach z ALFA PRIM – na pobieraniu i pogłębianiu wiedzy u was. I oboje doszliśmy do takiej konkluzji. Otóż okazuje się, że nigdzie indziej i u nikogo innego nie spotkaliśmy się z takim dostępnym sposobem przekazywania informacji. A proces jej przyswajania przez nas jest szybki, ponieważ wypływa nie tylko z bardzo kompetentnej i fachowej wiedzy szkoleniowców firmy ALFA PRIM, ale jest poparty głęboką autopsją wspaniałego szefa tej firmy. Niezwykła jego osobowość, sposób poruszania się na co dzień, samodzielność czy radzenie sobie w życiu w warunkach podwójnego inwalidztwa – to najwspanialszy wzór do naśladownictwa! I właśnie może to – ten wzór budzący zdrową zazdrość, motywuje nas do działania i naśladownictwa.

Jeszcze raz dziękując, życzymy Wam – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym, wszystkiego naj, naj, najlepszego!

Magdalena Żywina


Komentarze są zamknięte.